📜Lore19 listopada 2019854 słów

Historia nowego bohatera – Apheliosa, Broni Wiernych

📜Lore
„Ilekroć wypieramy się naszej wiary, ta staje się naszym przeznaczeniem”.

~ Alune

Wychodząc z bronią w ręce z cienia rzucanego przez księżyc, Aphelios zabija wrogów swojej wiary w złowrogiej ciszy — przemawia tylko poprzez niesamowitą celność i strzały z pistoletów. Choć napędza go trucizna czyniąca z niego niemowę, to kieruje nim jego siostra Alune z odległego świątynnego sanktuarium, wpychając arsenał broni z kamienia księżycowego w jego ręce. Albowiem tak długo, jak księżyc świeci nad jego głową, Aphelios nigdy nie będzie sam.

Aphelios Broń Wiernych

Księżyc chyli się nad ogromnymi zboczami góry Targon, znajduje się daleko, a równocześnie niewytłumaczalnie blisko.

Aphelios

i jego siostra bliźniaczka Alune zrodzeni podczas rzadkiego zbiegu

księżyców, podczas którego fizyczny księżyc zostaje zaćmiony przez jego

odbicie w świecie duchowym, byli czczeni jako dzieci przeznaczenia przez

wyznawców targońskiej wiary Lunari.

Dwoje dzieci,

niczym dwa księżyce podczas astralnego wydarzenia zwiastującego ich

narodziny, wiedziało, że naznaczył ich los — Aphelios otrzymał dar

fizyczny, był twardy niczym księżycowa skała, a Alune otrzymała dar

magiczny, tak jak magiczne jest duchowe odbicie księżyca. Byli gorliwie

religijni, dorastali w wierze tajemnicy, odbicia i odkrycia. Otwierali

się na mrok nie tylko z powodu wierzeń, ale także dlatego, że była to

jedyna rzecz, która mogła zapewnić im bezpieczeństwo.

Solari,

którzy rządzili na Górze Targon, uważali Lunari za heretyków i zmuszali

ich do ukrywania się przez tak długo, że większość zapomniała o ich

istnieniu. Lunari zostali pozostawieni cieniom. Mieszkali w świątyniach i

jaskiniach z dala od wzroku Solarich.

Presja

świecenia przykładem dla innych mocno ciążyła Apheliosowi. Bez

wytchnienia ćwiczył mistycznymi ostrzami z księżycowego kamienia, tocząc

swoją krew podczas treningów, by móc przelewać krew innych w obronie

swojej wiary. Energiczny i wrażliwy Aphelios zamiast zawiązywać

jakiekolwiek przyjaźnie wytworzył głęboką więź ze swoją siostrą.

Podczas

gdy jego wysyłano na coraz to niebezpieczniejsze misje w celu ochrony

Lunari, Alune w samotności ćwiczyła, by zostać wieszczką. Używała swej

oświetlającej magii, żeby w świetle księżyca odkrywać ukryte przesmyki i

prawdy. Z czasem jej zadania zaczęły wymagać od niej opuszczenia

świątyni, w której się wychowali.

Bez Alune wiara Apheliosa osłabła.

Desperacko

pragnął nadać swemu życiu sens, więc wyprawił się w rytualną podróż w

mrok, gdzie Lunari rzekomo odnajdywali swoje ścieżki — swoje orbity.

Światło księżyca zaprowadziło go nad jezioro, pod którego powierzchnią

kwitły noktumy. Choć kwiaty były trujące, można było wydestylować z nich

ciecz, która otworzyła jego umysł na potęgę nocy.

Wypiwszy esencję noktumów, Aphelios poczuł ból tak ogromny, że stał się niewrażliwy na wszystko inne.

Niedługo

później prastara świątynia, Marus Omegnum, zaczęła występować ze świata

duchowego po raz pierwszy od niepamiętnych wieków. Lunari z całej góry

zebrali się w jedno miejsce, wyszli z ukrycia, żeby doświadczyć zmiany w

równowadze mocy, gdy przeformowywały się astralne cykle w niebiosach.

Za

każdym razem, gdy się pojawiała, twierdza przyjmowała do środka tylko

jednego mieszkańca o magicznym darze. Tym razem miała to być Alune — jej

orbita prowadziła ją ku świątyni. Aphelios, który zazwyczaj o nic nie

prosił, zażądał pozwolenia na wzięcie udziału w tym wydarzeniu.

Lecz

gdy twierdza przekraczała zasłonę obleczona pobłyskującą magią,

ostrzejsze światło wypełniło noc. Jakimś cudem Lunari zostali

odnalezieni, mimo że astralne cykle były im przychylne.

Armia

Solarich ich dopadła. Wszystko zdawało się stracone, Solari ogniem i

mieczem tępili herezję Lunarich. Nawet Aphelios został pokonany. Ostrza z

księżycowego kamienia leżały strzaskane na ziemi, a z jego ust sączyła

się krew, gdy sięgał po noktumy…

Jednak w wirze

walki Alune coraz bardziej zbliżała się do świątyni, a gdy dotarła do

jej centrum, jej pełny potencjał został odblokowany. Dzięki noktumom

Aphelios czuł, jak moc Alune bierze go w swoją opiekę… słyszał też jej

głos. Alune szeptem wtłoczyła magię w jego dłonie — moc zastąpiła jego

ostrza i stwardniała, stając się księżycowym kamieniem.

Tak jak księżyc i jego odbicie w świecie duchowym, umiejętności Apheliosa i magia Alune zbiegły się ze sobą.

Ci Solari mieli już nigdy w życiu nie zobaczyć słońca.

Gdy

jej moc rozgorzała, Alune pchnęła świątynię wraz ze sobą z powrotem do

świata duchowego, gdzie nie groziło im żadne niebezpieczeństwo ze strony

Solarich. Ze środka wzmocniona skupiającą mocą świątyni Alune mogła

wykorzystywać swoją magię wszędzie, dopóki miała ona jakiś nośnik — na

przykład truciznę płynąca w żyłach Apheliosa.

Dopiero

teraz rodzeństwo zrozumiało swoje przeznaczenie. Ból sprawiał, że

Aphelios zmieniał się w pustą skorupę, ale dzięki temu mogła przez niego

przepływać potęga księżyca. Alune miała żyć w samotności i odizolowaniu

wewnątrz twierdzy, ale miała również prowadzić swego brata i widzieć

jego oczyma.

Związani bólem i poświęceniem mieli

stać się bronią, jakiej potrzebowali Lunari. Mogli być razem, tylko gdy

byli rozdzieleni. Ich dusze ocierały się o zasłonę, znajdując się

daleko, lecz jednocześnie niewytłumaczalnie blisko, zbiegając się w coś,

czego nie potrafili zrozumieć.

Żeby ochronić

ocalałych, którzy wycofali się w cień góry, Alune spotęgowała zdolności

Apheliosa, które ten nabył, szkoląc się na zabójcę. Jego ostrza

przemieniły się w arsenał mistycznych broni, wyszlifowanych do perfekcji

przez Alune podczas wielu wspólnych misji.

W

równowadze mocy na Górze Targon zachodzi zmiana, a Solari wiedzą, że

Lunari wciąż trzymają się przy życiu, dlatego też Aphelios i Alune są

potrzebni bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Twoja reakcja na nasz wpis:

  • * - [* - [*Nawet*0)
  • *Słodkie!*0)
  • *AHA*0)
  • *OMG!*0)
  • *WTF*0)
  • *Słabe*0)
  • Źródła i odniesienia

    Ładowanie komentarzy...

    Powiązane historie